środa, 4 lipca 2012

Tiny Rose



A w ostatni poniedziałkowy poranek pojawiła się – ona… Po tygodniu wichur i śnieżyc, które łamały konary drzew grube jak ramię ogrodnika, rozkwitnięcie kruchej róży na malutkim krzaczku było  - cudem…. Nie była najpiękniejszą z róż, o nie: płatki miała blade, pomarszczone, tu i ówdzie piegowate. Ale przecież NIE MIAŁA CZASU się stroić! Jej decyzja o wyjściu na świat była może i pochopna. Jednak stało się. Zbierała się szybko z pączka – bo już za tydzień pierwsze mrozy zetną jej krótki żywot. Ten tydzień musi przeżyć intensywnie…
.....
And last Monday morning there emerged  - Her Majesty.... The wind had been blowing for a week before, and the snow, heavy and hard as concerete, had broken many branches wide as the gardener's arm, so her appearance on a tiny bush was simply - a miracle.... She wasn't the most beautiful of roses, however; oh no: her petals were pale and crushed, and she tried to hide some freckles here and there. But SHE HAD NO TIME to trim herself!!! Quickly did she emerge from her cosy bud - for in a week or so the first frost will cut her life short. This week is to be lived with intesity......
.... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz