środa, 6 maja 2015

Recenzja "Kordiana"

…Pręż swój młody duch…


Co jeszcze można napisać o „Kordianie”, najnowszej propozycji Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, kiedy już tyle napisano o samym koncepcie reżyserskim, o wprowadzonych do tekstu skrótach, o dodaniu do dwustuletniego dramatu nowych warstw czasoprzestrzennych – Katynia, współczesnej Polski w kontekście stosunków z Rosją i Zachodem? O wspaniałych kostiumach, sugestywnej scenografii, hipnotyzującej i świetnie zaśpiewanej muzyce Zbigniewa Koniecznego, wielowymiarowym aktorstwie… Pozostaje spisać subiektywne impresje, jakie ta nowoczesna, choć w przeciwieństwie do innych współczesnych propozycji teatralnych - czytelna, adaptacja rodzi.
Czytelność jest dziś ponowocześnie odczytywana jako słabość inscenizacji. Im ciemniej, tym lepiej – widz będzie się czuł na tyle głupio (Foucault pisał o opresyjnym charakterze definicji szaleństwa czy głupoty w naszych czasach), że raczej zmilczy swoje niezrozumienie przekazu, niż podważy jego zasadność, lub wytknie jego brak. W tym przedstawieniu widać dogłębne zbadanie i zinterpretowanie materii wyjściowej i konsekwentne przeniesienie przekazu w realia zapętlone gdzieś w kole wiecznego powrotu. Postać Winkelrieda, choć nam przyćmiło ja widmo franka rodem z tegoż kraju, staje jak ostrzeżenie – po raz kolejny wielcy Europy chcą na naszej piersi zatrzymać napór wroga, jak w 1944 dać sobie czas na przegrupowanie sił i lepszy start w negocjacjach.
„Kordian”, skazany na banicję niepolityczny narwaniec, bohater bryków licealnych, powrócił na deski naszego teatru - w dobrym stylu. Dzięki inscenizacji wyreżyserowanej przez Piotra Szczerskiego udowadnia, że jest lekturą szkolną, która śmiało wykracza poza salę do polskiego, że może jeszcze nakarmić wyobraźnie i – kolokwialnie ujmując – namieszać w głowach. Skonfundowanie malowało się na twarzach widzów wychodzących z premiery. Dręcząca myśl, że skoro nasze twarze były ostatnim obrazem przed zapadnięciem kurtyny, to chyba pora na NAS - dopisać część drugą…
Co dla mnie jest ważne w „Kordianie”? Kiedyś napisałam jednozdaniowy wiersz:
mój strach przed
moją niepełnosprawnością
która jest zasiana najgorliwiej
w moich szarych meandrach
dotyczy
niemożności odbierania życia
i że
nie każdy jest
równie upośledzony
Myślę, że Kordian (jak ponoć znaczny procent populacji) cierpi na podobną przypadłość. W dramacie dwa razy nie udaje mu się odebrać życia: sobie i carowi. Na scenie ma miejsce tylko nieudane zabójstwo - zamach. Za to, zgodnie z sugestią reżysera, nie tylko Kordian, ale i inni współobywatele chętnie oddają życie za innych, za ojczyznę, za Pałacyk Michla. Co ich motywuje? Kordian, natchniony przez szatana, po kartezjuszowsku wierzy w moc myśli i zmyśliwszy sobie receptę na życie (śmierć) prawdziwie wierzy w (choć może sobie tylko wmawia) możliwość zamiany jej w działanie. Upadek przed sypialnią cara odbiera sens ofierze, jaką ma na koniec złożyć ze swojego życia. Zamiast czynu opiewanego w pieśniach, anonimowy grób. Ofiara Powstańców Warszawskich jest, co prawda, opiewana, ale jej sensowność jest powszechnie podważana.
Ofiara i służalczość to dwa lejtmotywy przedstawienia. Ofiary, jak w „Mistrzu i Małgorzacie”, są zamykane w wariatkowie, a zgięci wpół sługusi obcego systemu wiwatują zza kartonowych głów współczesnych polityków. Zasypywani stronami Gazety i ogłupieni pulsującym obrazem z ekranu telewizora, obywatele pomachają szabelkami, kiedy im się każe a potem grzecznie wrócą na szpitalne łóżka. Tylko Kordian wyrywa się przed szereg, mimo przestróg, decyduje się na drastyczny krok, wierząc, że JEMU uda się osiągnąć sukces. Co prawda bohater wyłania się z kotła z pogiętej blachy, w którym diabły mieszają wywar olbrzymimi pentagramami, przypominającymi archaiczne mikrofony, ale jest raczej kolejną ofiarą manipulacji niż współodpowiedzialnym. Zło jest atrakcyjne, postaci szatanów i czarownic w kostiumach przypominających uniformy motocyklistów (czyżby prorocza wizja przejazdu Nocnych Wilków?) i heavy-metalowych muzyków budzą, może nie sympatię, ale w jakiś sposób imponują. Podobnie my dziś, jak zahipnotyzowani naśladujemy celebrytów, bez zastanowienia łykając to, co nam o nich podsuwają popkulturowe media, nie podejrzewając, że błahe informacje skutecznie rzeźbią nasz światopogląd. Sam car w putinowskim garniturku i jego brat, szczególnie ten ostatni, są tacy… ludzcy, pełni przywar, ale nie ucieleśniają zła absolutnego – ot, władza… I tylko czasem z głębi szarych meandrów słychać stłumione pytania.
Pytania…
„Czy lepiej, kiedy jest król? Czy kiedy go nie ma?...
Pytanie, które samego diabła w kozi róg zapędza padło na scenie w bardzo ważnym dniu. Nie chodzi mi o rocznicę Konstytucji, ani o zbliżające się wybory prezydenckie. W Wielkiej Brytanii urodziła się księżniczka, drugie dziecko drugiego w kolejce do tronu – i ta elektryzująca wiadomość zdominowała poranne media… Oczyma wyobraźni widzę polskie rodziny przed telewizorem, z radością omawiające te narodziny przy świątecznym śniadaniu, jak bohaterowie przedstawienia komentowali z nabożeństwem koronację w Warszawie. Bo kochamy koronowane głowy, polskie, rosyjskie, a choćby i bez korony, ale z porównywalną władzą… Choć pospadały kiedyś głowy europejskich monarchów z gilotyny , poległy dynastie pod kulami plutonu egzekucyjnego – ale my tacy sami, prawda? Tłum wiwatował, gdy car się królem ogłaszał, tłum wiwatował 3. maja przed Pałacem Buckingham. Władza – hipnotyzuje, zniewala umysły, ale i korumpuje. Czy pozbycie się króla daje szanse na realne zmiany? Co by było gdyby Kordian nie padł pod drzwiami sypialni? Czy stałby się kolejnym carem? Czy ‘pierścień władzy’ zamieni każdą duszę w czarny kamień? Czy potrafimy rządzić się sami? I jeszcze… Czy „Kordian” portretuje słabości tylko naszego narodu? Co napisałby Słowacki w drugiej części? Co tak naprawdę my powinniśmy zrobić, jak zapisać pozostawione przez wieszcza puste stronice? I wreszcie: czy warto było „Kordiana” przenosić na scenę? Przynajmniej to ostatnie pytanie mam odpowiedź. Warto.





KORDIAN
Juliusz Słowacki
inscenizacja i reżyseria Piotr Szczerski
muzyka Zygmunt Konieczny
scenografia Jerzy Sitarz
współpraca Iwona Jamka i Tomasz Smolarczyk
wizualizacje Michał Jankowski, Przemysław Brynkiewicz
reżyser świateł Damian Pawella
przygotowanie wokalne Beata Wojciechowska, Łukasz Mazur
ruch sceniczny Beata Wojciechowska
Premiera: 3 maja 2015
OBSADA
Kordian – Mateusz Rzeźniczak ( PWSFTviT Łódź)
Car - Wojciech Niemczyk
Wielki Książę Konstanty - Krzysztof Grabowski
UPADŁE ANIOŁY: Imaginacja - Wiktoria Kulaszewska, Strach - Beata Wojciechowska, Gehenna - Łukasz Pruchniewicz, Astaroth - Artur Słaboń, Mefistofel - Adrian Wajda, Szatan - Dawid Żłobiński
PACJENCI ZAKŁADU - Teresa BielińskaBeata PszenicznaZuzanna WierzbińskaMirosław BielińskiMarcin BrykczyńskiJanusz Głogowski ,
Dozorca – Edward Janaszek
Ochrona Cara - Edward Gola, Wiesław Jas, Andrzej Siuda, Lech Sobura


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz